Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 24 października 2020 roku przełamał obowiązujący w Polsce kompromis aborcyjny, który trwał w kraju od ponad dwudziestu lat. Był on oparty na pewnym rodzaju życzliwości prawnej – przerwania ciąży żadnym sposobem nie dało się połączyć z zapisami konstytucji, która życie chroni od poczęcia, ale politycy wiedzieli doskonale, jakie reperkusje mogłoby mieć weryfikowanie takiego stanu rzeczy i nie dążyli do tego, niezależnie od tego, którą stronę sporu politycznego reprezentowała akurat władza. Wyrok TK przełamał impas i dosłownie rozdarł państwo na dwie części: ludzie ruszyli wściekle na ulicę, by wyrazić swój gniew, żal i rozczarowanie, niejednokrotnie dopuszczając się przy tym aktów wandalizmu na obiektach sakralnych, wypominając księżom w taki nieakceptowalny sposób ich zaangażowanie polityczne. Nadmienić należy przy tym, że według wszelkich sondaży aborcję w przypadku podejrzenia wad płodu popiera w kraju ponad siedemdziesiąt pięć procent Polaków, więc można tutaj mówić o sytuacji absolutnie bezprecedensowej w demokracji, kiedy władza forsuje ogłoszenie wyroku, z którym nie zgadza się zdecydowana większość narodu. Tym bardziej trudno jest się dziwić ogromnej bezsilności, jaką odczuwają protestujący, ale nie sposób też przyznać, że wszelkie formy protestu są z tego powodu uzasadnione. Jedno jest obecnie pewne – polityka położyła ręce na problemie, który jest złożonym problemem etycznym, a przy obecnej temperaturze sporów politycznych w kraju wcale nie będzie to sprzyjać merytorycznej dyskusji o tym, jak najlepiej rozwiązać tę kwestię i zredukować liczbę osób, które będą wskutek decyzji poszkodowane.
Przeciwnik aborcji = obrońca życia?
Podstawowym argumentem forsowanym w debacie publicznej przez zadeklarowanych przeciwników aborcji jest wskazanie na fakt, że jest ona po prostu morderstwem. Tak bezpośrednie odwołanie się do emocji zdaje się wybijać wszelkie argumenty z rąk zwolenników przerywania ciąży, ale nie zmienia to faktu, że jest ono pewnym przekłamaniem, a problemu aborcji nie można zamykać tak zero-jedynkowym stwierdzeniem. Należy bowiem spojrzeć na naturę aborcji jako zjawiska, które po prostu istnieje w społeczeństwie i nie sposób jest je wytępić – po pierwsze dlatego, że cały zachodni świat aborcję dopuszcza i nie robi tego w sposób restrykcyjny, a po drugie dlatego, że niektórzy ludzie po prostu nie chcą mieć dzieci, nie posłuchają argumentów o świętości życia i po prostu doprowadzą do przerwania ciąży w podziemiu aborcyjnym lub nawet przemocą fizyczną. Zakaz aborcji nie sprawi, że osoby, których sytuacja życiowa zmusza do rozważenia przerwania ciąży przestaną o tej koncepcji myśleć i jeśli będą zdeterminowane, to zapewne dopną swego. Jest zatem w tych zarzutach o morderstwie pewien populizm – emocjonalny przekaz zupełnie przykrywa fakt, że niektóre kobiety będą z tego powodu cierpieć, bo wda im się zakażenie podczas nielegalnie wykonywanego zabiegu w mało sterylnych warunkach, bo zostaną pobite przez partnerów, bo rozważą samobójstwo, obawiając się stygmatyzacji i wyrzeczeń związanych z posiadaniem dziecka.
Takie argumenty również łatwo jest skwitować prostym stwierdzeniem – jeśli nie chciałaś dziecka, to trzeba było nie uprawiać seksu. Sprowadza to dyskusję w najniższe możliwe rejony, pomijając zupełnie fakt, że kobieta mogła tego dziecka jak najbardziej chcieć i oczekiwać, ale rozdarła jej serce wieść o dużym prawdopodobieństwie niepełnosprawności jej dziecka – w takim momencie bardzo trudno jest domagać się wyrwania rodzicowi prawa do zadecydowania, czy łaską wobec takiego dziecka będzie przerwanie ciąży, czy urodzenie go po to, by mogło umrzeć po jak najszybszym ochrzczeniu. Aborcja na życzenie jest przy tym bardzo drażliwym tematem, ale tego zjawiska również nie można sprowadzać po prostu do nieostrożności w trakcie wykonywanych stosunków seksualnych, ponieważ jest to podejście skrajnie nieczułe i pozbawione empatii i wyobraźni wobec złożoności trudnych sytuacji życiowych, w jakich z jakiegoś powodu może się znaleźć człowiek.
Zwolennik aborcji = bezrefleksyjny morderca?
Ludzie, którzy akceptują zjawisko przerywania ciąży i chcą upowszechnienia dostępu doń, mają w ręku kilka zasadnych argumentów, spośród których podstawowym jest prawo kobiety do samostanowienia o sobie samej. Gdyby potraktować ciążę jako proces stricte biologiczny, to faktycznie jest w tym dużo prawdy, ponieważ jeśli ktoś uzurpuje sobie prawo do podyktowania kobiecie, co ma robić podczas ciąży, to dlaczego nie miałby, opierając się na podobnie złudnych założeniach, dyktować, co ma robić podczas przeziębienia? Przeciwnicy aborcji niejednokrotnie wyobrażają sobie, że zarodek, jako istota zupełnie bezbronna, potrzebuje kogoś w rodzaju adwokata walczącego o jego prawa. Problem polega na tym, że tym adwokatem może być wyłącznie matka, ponieważ jeśli zabraknie u niej z jakiegoś powodu woli do doniesienia ciąży, to nie będzie ona słuchać jakichkolwiek argumentów i znajdzie sposób na to, żeby tę ciążę usunąć.
Przeciwnicy aborcji nie zauważają bowiem, że zjawisko, z którym walczą, jest tak naprawdę skutkiem, a nie przyczyną zaniepokojenia matki. Okoliczności życia, które sprawiają, że kobieta na wieść o ciąży czuje ogromne zaniepokojenie, a nie szczęście na myśl o potomstwie, są po prostu tragiczne i zakazywanie aborcji ustawą sprawia, że przeciwnicy przerywania ciąży po prostu zamykają oczy na te okoliczności i uznają problemy za rozwiązane. Problemów tego rodzaju jest oczywiście całe mnóstwo: można tutaj wymienić niedostateczny stopień edukacji seksualnej, przez co młodzi ludzie nie wiedzą, jakie właściwie mieć podejście do odczuwanego napięcia seksualnego i jak rozładować je w sposób bezpieczny, który nie będzie związany z wymuszaniem na nastolatkach donoszenia ciąży z wpadki, bo takiej wpadki po prostu nie będzie. Problemem może być niedostateczny dostęp do antykoncepcji, którzy rządzący w naszym kraju obecnie umyślnie utrudniają, napędzając tym samym popyt w zagranicznych klinikach i tych, które stanowią część polskiego podziemia aborcyjnego. Problemem są w końcu czynniki ekonomiczne, ponieważ kobiety mogą się czuć przytłoczone wizją utrzymywania dziecka, nie mówiąc już o niepełnosprawnym, które wymaga ciągłej opieki także na późniejszych etapach życia. Obrońcy życia, jeśli faktycznie chcą go bronić, powinni się skupić na redukowaniu do minimum okoliczności, które popychają kobiety do aborcji, a nie na tym, by aborcji zakazać, co żadnego problemu nie rozwiązuje i zmusza do urodzenia jedynie osoby, których nie stać na aborcję za granicą lub w podziemiu aborcyjnym, co powinno zmuszać do refleksji, jakim cudem miałoby ich być stać na utrzymanie dziecka.
Debata o aborcji – rezultat
Dyskusja o zagadnieniu przerywania ciąży będzie w naszym kraju trwać i trwać, ponieważ obie zainteresowane strony nigdy nie dojdą do konsensusu w pewnych kwestiach, ale pod pewnymi względami można się doszukiwać pola do ewentualnych kompromisów. Przykładowo, w żywotnym interesie zwolenników aborcji może być zerwanie z daremnymi próbami udowadniania, że zarodek lub płód nie jest człowiekiem. Żaden oczekujący na dziecko rodzic nie będzie bowiem czekał do ustalonego momentu z nazywaniem swojego nienarodzonego jeszcze potomka człowiekiem. Dyskusja o aborcji powinna się przenieść do sfery debaty na temat tego, jakie okoliczności życia zmuszają kobiety do aborcji i skupiać się na tym, w jaki sposób te negatywne okoliczności redukować. Dopóki temat aborcji pozostanie jednak w sferze rozważań na temat tego, co jest człowiekiem, a co nie i co jest święte, a co wręcz przeciwnie, żaden konsensus najpewniej się nie wydarzy.